- A kto chciałby mieć pijaka za przyjaciela?

zagłuszało coraz bliższe wycie policyjnych syren. Bentz człapał po plaży, dygocząc z zimna.
– Najwyższy czas. Masz coś dla mnie?
ziemię koło wejścia do recepcji. Kątem oka widzę dzieciaka za kontuarem, ale nie interesuje
– Zawsze możesz na mnie liczyć, Montoya. – Rozłączył się tuż przed zjazdem z
pewno. Zdawał sobie sprawę, że chwyta się brzytwy, ale chwyciłby się wszystkiego, co tylko
zakurzoną cementową posadzkę, a na niej – rzędy słoików z gwoździami, połamany leżak...
– Ratunku! – zawołała! – Ratunku! Tu, na dole!
których treść pokrywała się z tym, co uzyskali od operatora sieci.
– Owszem. – Montoya spoważniał. – Czasami czuję się jak niańka.
nieprzyjemny jak zawsze.
zaciskała się, a raz rozluźniała. Boże, dlaczego z nim nie jest łatwo? Dlaczego nie może być
Bentz wrócili wzrokiem do ekranu i zobaczył sportowe buty. Może niekoniecznie model
Powietrze było tu duszne, zastałe.
Jakim cudem w ciągu czterdziestu ośmiu godzin od powrotu Bentza do Los Angeles


Mark nie odrywał wzroku od jej twarzy. Zaczynał powoli rozumieć, przez co ta dziewczyna przeszła. Taktownie po¬wstrzymał się od jakichkolwiek komentarzy. Po chwili mil¬czenia Tammy znów zaczęła opowiadać:

zwróciła je Bentzowi.
Zawsze taki był.
Odszedł od okna i usiłował się skupić.

Na tym zdjęciu widać go z profilu. Ma ostre, szorstkie rysy, zaciska zęby, usta wykrzywia

- I wtedy w Broitenburgu zapanuje demokracja? - dopowiedziała Tammy.
Drzwi między pokojem dziecinnym a sypialnią Tammy były jak zwykle otwarte na oścież. Mark zerknął w stronę łóżka. Było starannie zasiane. Na pobliskim krześle leżała bordowa suknia. W pokoju nie było nikogo. Wyglądało na to, że Tammy przebrała się w swoje ubranie i dokądś poszła...
Mały Książę chciał jeszcze zapytać, czy Gołąb Podróżnik zauważył, jaki cień miała Maska, lecz widząc

dochodzenie.

swą opowieść, jego słowa były coraz płynniejsze i coraz mniej chropowate. - Straciłem wszystko przez egoizm,
I zaraz dodał:
- Naprawdę pani matka nie skontaktowała się z panią?